Moje początki fotografii macro sięgają studenckiego wyjazdu do Francji, gdzie w nadmiarze Erasmusowskiego czasu, z zapałem zaczęłam ganiać z aparatem.

O owym czasie A.D 2007 dysponowałam jedynie tzw głupim jaśkiem, który miał tryb macro.

Coś mnie jednak ciągnęło i po powrocie do polski zapragnęłam lepszego aparatu i obiektywu specjalnie do macro. Ówczesny wybór – Tamron 90mm nie hulał z Nikonem i po roku zorientowałam się, że lepiej zainwestować w obiektyw, dzięki któremu będę w pełni zadowolona z rezultatów. Bez wahania zainwestowałam prawie całą dyrektorską pensję w Nikkora 105mm i to było to. Jest ze mną do dziś, a każda wyprawa za miasto, do ogrodu czy nawet podczas reportażu kończy się dziesiątkami zdjęć roślinek.

Z każdym rokiem czuję, że moje fotografie robią się coraz bardziej ciekawsze i lepsze technicznie, jakkolwiek zawsze były dla mnie formą relaksu, podziwiania natury i uchwycenia piękna i spokoju jakie widzę.

Kiedy jednak pokazując znajomym zdjęcia z wakacji, orientuję się, że więcej jest zdjęć roślin, moje dyski zapełniają się nimi nie wiadomo kiedy, zaczynam myśleć, co by tu zrobić, żeby stało się to dla mnie źródłem dochodu..

Po pierwszej nieudanej próbie (z racji czasochłonności) zrobiłam kolejne podejście do stocków. Tym razem wybrałam Alamy.com bo dają 50% prowizji i nie chcą wyłączności. Ponieważ postanowiłam zrestetować się od pracy dzięki dłuugim feriom w Hiszpanii, wolne od dzieci wieczory zaczęłam poświęcać na obróbkę i wrzucanie na Alamy. Wydaje się to jednak być długofalową inwestycją czasu ale i tak przynajmniej nie kiszą się na komputerze. Tu można zakupić fotografie macro w różnych formatach na Alamy.

 

Reszta czeka swoją kolej. Najciekawsze można zakupić u mnie w sklepie. 

Cześć wykorzystuję na storeko.pl, część do autopromocji. Marzy mi się, by znalazły zastosowanie w jakiejś książce. Zobaczymy.

Póki co wydałam je w swojej pierwszej macro fotoksiążce, opowiadam o tym i jak to jest focić o poranku w kroplach rosy