Wchodząc na fotograficzną ścieżkę zawodową, żyłam w przekonaniu, że uwiecznianie dnia swoich potomków należy raczej do czynności matki, starającej się nadać sens swojemu dniom spędzonym na „nicnierobieniu”. 

Segreguję zdjęcia z prywatnych albumów. Porozrzucane wszędzie – w albumach z komórki, w folderach do przerzucenia z raw, w katalogach klientów. Zbieram chaos do kupy.

 

Rodzina.

Przeglądając zdjęcia, które zdaje się uchwyciłam niby gdzieś w biegu, międzyczasie zachwycam się tymi chwilami. Zamrożonymi w emocji – radości, znudzenia, zdziwienia..Tak naturalne i osobiste, że nie potrzeba żadnego komentarza.

Jestem sobie wdzięczna. Za to, że przekazuję moim chłopakom jacy są cudowni. Nie ważne, co mogłoby wpłynąć na ich postrzeganie siebie – przedszkola, szkoły, błędy w wychowaniu czy kultura.

Dużo czasu minęło, zanim sama do tego dotarłam, żeby znając własną wartość móc być przy nich kilka ważnych lat z ich życia. Nawet jeśli przez moment zapętliłam się w wir pracy, tym bardziej doceniam teraz czas na powiedzeniu sobie, że jest czas, który daję wyłącznie dzieciom.

Piszę to tylko po to, aby wszystkich tych, którzy wierzą  w film kariera jest najważniejsza uspokoić – nie jest. Na koniec nie zadamy sobie pytania, ile zarabiałam i jak sławna byłam, ale czy korzystałam z wolności bycia sobą i delektowania się wszystkim dobrym, czego od życia dostałam.

Praca się przydarza, życie jest.

Nie trzeba niczego poświęcać, żeby mieć wszystko. Praca jest tylko narzędziem, życie doświadczeniem.