Filmowiec zawsze kojarzył mi się ze starszym panem filmującym na weselach, obładowanym sprzętem i  niezbyt dobrym gustem co do montażu. To przekonanie tak mnie odpychało, że nie umiałam sobie wmówić, że ja przecież robię co innego.

Po drugiej stronie zupełnie inny świat – piękne ujęcia, muzyka, wciągająca historia i niepowtarzalny klimat. I znów: facet za kamerą, reżyser, producent, montażysta. Sami faceci. Z wielkimi sprzętami.

I nadeszła era lustrzanek. Swoją pierwszą lustrzankę Nikon D600 sprawiłam sobie gdy urodził się pierwszy syn. Żeby go filmować. Potem drugi syn i filmy stały się ciekawsze. Nabierały akcji.

Zaczęłam bawić się montażem i wkurzać, że pewne rzeczy nie wyglądają tak, jak bym tego chciała. I tak wkręcałam się coraz bardziej, tworząc radosną twórczość familijną. Zaczęłam się nawet zastanawiać nad szkołą filmową, jednak analizując obfitość youtube i przykłady takich kanałów jak Andyax, DSLRguide i nofilmschool uznałam, że trzeba działać.

Pierwszy reportaż wyszedł spontanicznie – w Instytucie Nelumbo zrobili konkurs na największą zmianę 2014 roku i mimo, że nie wygrałam, ludziom tak spodobał się mój filmik konkursowy, że mnie zaprosili. A ja spontanicznie zaproponowałam reportaż (tak wyszedł).

Od tego czasu, niewiele myśląc, a więcej działając, robiłam wywiady i  reportaże każdemu, kto się zgodził, w zamian  za promocję czy udział w warsztatach. Dobrze na tym wyszłam, bo praktyka pokazywała mi, gdzie mam niedociągnięcia, gdzie się usprzętowić, gdzie się podszkolić, a do tego rozwijałam się jako osoba.

Kiedy w czerwcu dostałam dofinansowanie z Urzędu Pracy na otworzenie działalności, przepuściłam je w jeden dzień. Wszystko na sprzęt. Odtąd mam coraz mniej zmartwień związanych z brakami sprzętowymi. Ale też więcej pracy, więcej zleceń i więcej pomysłów na rozwój działalności przy użyciu kamery.

I tak oto Pani Filmowiec nabrała zupełnie innego wydźwięku. Niesamowicie inspirujące okazały się też przykłady zagranicznych youtuberek. To też kobiety z kamerą. I idzie im całkiem dobrze.

Teraz wiem, ile pracy i sprzętu wymaga dobrej jakości reportaż czy video promocyjne. To dziesiątki godzin spędzonych na filmowaniu, selekcji ujęć, montażu, postprodukcji, doborze muzyki, szukaniu inspiracji, doborze grafik,  a potem jeszcze uploadzie na youtube, tagowaniu, wrzucaniu napisów i publikacji w social media. Wiem, że póki sama nie zaczęłam tego robić, myślałam, że to wszystko jest takie proste, a ludzie biorą ceny z sufitu. Teraz wiem, że dobra jakość ma wartość.