Każdy w życiu kiedyś doznaje objawienia, albo nawet kilku. Tak było i u mnie niedawno po serii warsztatów o Świadomości w życiu u Edyty Adamczewskiej. To moje drugie wielkie objawienie na ścieżce do wolnego życia.

Pierwszym było to, że wcale nie muszę pracować na etat żeby żyć. To przekonanie wpoiło mi się tak mocno, że prawie 10 lat ( nie wspominając 17 lat edukacji)  mojego życia poświęciłam na doświadczaniu muszenia.

Narodzenie się mojego pierwszego potomka było jednak właśnie tym pierwszym przełomem. Wtedy to, zdałam sobie sprawę, że wcale nie muszę pracować od 8-16 żeby zarabiać.  Zaczęłam więc szukać, co mogłoby mi dać wolność wyboru czasu, w którym pracuję, a jednocześnie spełnienie w tym co robię. Z satysfakcją rozwijania się w tej dziedzinie, która jest w 100% ze mną spójna. Te poszukiwania wrzuciły mnie też z automatu na ścieżkę samorozwoju. Ulepszania swoich tzw. miękkich umiejętności, potem szukania swoich prawdziwych talentów a następnie wartości, które mną kierują.

I tak zaczęłam łączyć pracę zawodową z jednoczesną pracą nad sobą. A jednocześnie dostałam spełnienie w fotografii – nareszcie przyjemność z tworzenia niepowtarzalnych fotografii z naturą, a właściwie z naturalnymi produktami w roli głównej, ziściła się. Kilka lat próbowałam je promować poprzez pisanie na storeko  o nich i słabo mi to raczej wychodziło. Nie widziałam jednak, że talent jaki dostałam jest jeszcze lepszą formą przekazu – niepowtarzalną i niosącą inne wartości jak emocje czy poczucie estetyki.

A praca nad sobą stałą się  szlifowaniem warsztatu fotograficzno-filmowego w praktyce i  jednocześnie ścieżką rozwoju osobistego. Takiego bardzo głębokiego.

 

Przez ostatni rok, dzięki kilkudziesięciu osobom, które spotkałam na swojej drodze realizując reportaże na różnistych warsztatach, szamankom, znachorkom, ekologom, artystom, matkom i poszukiwaczom, dotarłam do kolejnego objawienia.

Do momentu, gdzie dosięgłam własnej, ugruntowanej wartości na poziomie tego,co mam innym do zaoferowania. Jednocześnie, że ponad wartością pracy per se jest też nadrzędna wartość rodziny a właściwie potomków, których sprowadziłam na ten świat. Edyta, matka trójki dzieci, boginka z natury  i wyglądu uświadomiła mi, że można mieć i to i to. I dała do tego narzędzia.

Od tego momentu, o wiele więcej korzyści widzę w pracy nad sobą niż w pracy dla samego pracowania. Przekonanie o tym, że w życiu trzeba się ciężko napracować, żeby coś osiągnąć nabrało zupełnie innego znaczenia – że każdy, kto tego mocno pragnie może mieć ciastko i je jeść. Że tylko odpowiednie podejście dzieli mnie od niezależności spełniania się jako matka, zawodowo i artystycznie.

Z całego serca polecam Wam taką ścieżkę jaką przeszłam i to co zdobyłam. Polecam z serca, każdą osobę, u której dane mi było doświadczyć warsztatów.

 ↳Jaki był ten rok, ludzie, doświadczenia? Enjoy.